poniedziałek, 10 października 2011
Przestała nam działać lampka w Pandzie. W związku z tym, że nie mamy garażu dla autka , a akurat padało postanowiliśmy wykonać operację pod przyjaznym, suchym dachem Plazy. Oczywiście mój dzielny telefon robił za latarkę. Jednak jedna ze śrub się zapiekła i Mr. T. nie mógł sobie dać z nią rady. Ni z gruszki ni z pietruszki zaczął oklejać taśmą izolacyjną kable wystające z dziury, którą normalnie przysłania tylni reflektor. Spytałam o co chodzi?!? Co robimy ?A Mr T. na to " Przetnij" podając mi scyzoryk. I bulwers na mnie, że nie wiem co się dzieje, że jestem przy nim tylko ciałem a nie duchem. I wróciła oczywiście sprawa herbaty ( jeżeli się nie mylę wasza druga połówka wie ile słodzicie herbatę- 0,25l i jeżeli herbata jest duża 0,5l to umie sobie pomnożyć żeby wyszło..... - no cóż moja po 7 latach nie potrafi). Pomijając to wyszło wielkie obrażenie i złość, że ja w ogóle nic nie wiem i bez sensu jestem. Teraz on siedzi tam a ja tu i udajemy, że drugie nie istnieje. Kończąc historię tej żarówki, to z oklejonymi kablami dotarliśmy do domu, w mieszkaniu Mr. T. wymienił, to czego nie dało się wcześniej zrobić i poszłam pomagać. A na dworze dalej pada. Zatem mój telefon dalej dzielnie robił za latarkę, a ja dostałam opierdziel, że czemu proponuję wziąć nożyk z domu ( do odklejenia tej cholernej taśmy)- skoro przecież scyzoryk jest w aucie. Zatem dostałam po uszach, że jestem tylko ciałem, a duchem gdzieś przy swoim pasjansie. I, że oczywiście skoro mam świecić to czemu zasłaniam palcem lampkę?!? -padało nie chciałam, żeby telefon zamókł kompletnie. I zostawiłam go na tym deszczu pod naszym budynkiem- niech sobie radzi sam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz